>

Rozmowa z Grzegorzem Cyganem, technokulturystą odpowiedzialnym za działania Małopolskiego Instytutu Kultury w Internecie:

Zależało nam na tym, żeby wywrócić trochę kota ogonem, wyjść poza proste skojarzenia: Internet równa się komputer.

Wera Idzikowska: Odnoszę wrażenie, że rozpowszechniły się u nas dwa modele działań w kulturze wykorzystujące Internet. Pierwszy model to projekty o ciężarze skupionym na działaniach w realnej rzeczywistości, gdzie Internet służy głównie jako platforma informacji o tym, że coś robimy, ewentualnie jako platforma archiwizacji tego, co zrobiliśmy. Drugi model to projekty od razu zakładające, że główne działania będą prowadzone w sieci – na przykład zdigitalizujemy zbiory naszych szkolnych fotografii i zbudujemy fajną platformę blogową, na której nie tylko pojawią się nasze zdjęcia, ale również jakieś ciekawe spersonalizowane możliwości ich oglądania. Działań, które akcenty kładą po równo, jest niewiele.

Grzegorz Cygan: Tak, to wynika przede wszystkim z braku czasu. Projekty grantowe mają zazwyczaj krótki czas realizacji i po prostu trzeba się na coś zdecydować. Oczywiście jest też sporo do zrobienia, jeżeli chodzi o edukację medialną i edukację w sieci, żeby świat realny i wirtualny wspomagały się wzajemnie. Jest też taka przygnębiająca tendencja, że wiele osób i wiele instytucji tworzy własne platformy w sieci, nie zastanawiając się nad tym, jakie są potrzeby i oczekiwania osób, które korzystają lub będą korzystały z ich stron. Diagnozowanie potrzeb to problem wielu przedsięwzięć. A Internet ma ogromny potencjał, więc warto byłoby się tą przestrzenią głębiej zainteresować.

WI: Zdecydowanie. Manuel Castells, hiszpański socjolog zajmujący się badaniem współczesnego społeczeństwa sieci, wielokrotnie wskazuje na potencjał tkwiący w Internecie. To tutaj powstają ruchy oddolne, których aktywiści są w stanie obalać rządy. Zastanawiam się, jak mogłoby wyglądać takie przykładowe pozytywne działanie instytucji albo ludzi w Internecie?

GC: Internet stanowi świetną przestrzeń do działania i uruchamiania naszych odbiorców, uczestników. Tym bardziej szkoda, że tak często nie wykorzystujemy jego potencjału. Na przykład możliwości tkwiących w wolnych licencjach, w narzędziach open source. Tego jest mnóstwo w sieci i można z tych narzędzi korzystać za darmo, wystarczyłoby tylko trochę wysiłku i zaangażowania, by znaleźć odpowiednie narzędzia i nauczyć się je wykorzystywać, żeby osiągnąć oczekiwane efekty.

Internet to ogromne źródło informacji i narzędzi. Jeśli tylko trochę w nim poszperamy, zrobimy krótki research w interesującym nas zakresie, to jestem przekonany, że zawsze znajdziemy darmowe rozwiązanie: czy będzie to bardzo prosty system rejestracji, czy stworzenie formularza kontaktowego, czy też zbudowanie ciekawej i atrakcyjnej galerii zdjęć albo prosta obróbka filmów, które możemy wrzucić na naszą stronę. Są tutoriale, są fora internetowe, gdzie można zasięgnąć porady.

WI: No właśnie, a u nas wciąż pokutuje przekonanie, że żeby zbudować dobrą stronę internetową, potrzeba sporych pieniędzy na wynagrodzenie dla programisty… Tymczasem, odkąd zaczęliśmy funkcjonować w równoległym społeczeństwie sieci, kategoria eksperta rozmyła się i dziś wielu „szaraków” może korzystać z narzędzi, które kiedyś dostępne były jedynie dla informatyków.

GC: Powtarzam: Internet jest nieprzebraną skarbnicą wiedzy o tym, jak coś zrobić, stworzyć, uruchomić. Oczywiście jeżeli poświęcimy czas i energię na przeszukanie go, przyswojenie, przetworzenie i wykorzystanie zamieszczonych w nim informacji. Codziennie powstają różne darmowe narzędzia, które można wykorzystać do swoich działań. Nie należy usprawiedliwiać swojej niewiedzy lenistwem, tym, że nie chciało nam się pogrzebać, poszukać. Jasne, że nie wszyscy mają na to czas. Albo ochotę. Nie wszyscy mają również odpowiednie kompetencje medialne i po prostu nie wiedzą, jak poruszać się w sieci. Ale zdecydowana większość zdaje się nie wykorzystywać swoich możliwości.

WI: Kiedy przyglądam się działaniom animatorów i edukatorów pracujących z dziećmi i młodzieżą, wydaje mi się, że bardzo często Internet jest w nich traktowany jako cel sam w sobie, a nie pretekst do czegoś. Tworzymy bloga dla stworzenia bloga. Co więcej dla nas z tego wynika? Czy zastanawialiśmy się nad tym, jak skutecznie pozyskiwać ze sprawdzonych źródeł treści umieszczane na blogu i jak poddawać je krytycznej analizie? Albo do kogo skierowany jest nasz blog, jak długo ma funkcjonować i po co? Niekoniecznie.

GC: Myślę, że nie powinniśmy tego zjawiska odnosić wyłącznie do animatorów czy edukatorów. Panuje takie powszechne przekonanie, że tworzenie czegoś jest celem samym w sobie; ludzie nie patrzą szerzej, mają tendencję do zawężania swojej optyki do produktu finalnego, widzenia tylko namacalnego dzieła. Tymczasem warsztaty czy szkolenie z tego, jak stworzyć bloga, mogą być świetnym punktem wyjścia do dalszych działań.

W Polsce wciąż pokutuje formalna edukacja informatyczna, lekcje informatyki w szkołach prowadzone są na bardzo niskim poziomie, program nauczania nie łączy różnych elementów, jest zadaniowy – tworzymy coś w jednym programie, później pracujemy nad działaniem kolejnego programu i tak w kółko. Nie zastanawiamy się, po co to wszystko i czy dałoby się te dwa z pozoru odrębne programy połączyć ze sobą w jednym działaniu. Oczywiście to z mojej strony jakiś rodzaj generalizacji, bo jestem przekonany, że działają szkoły, w których lekcje informatyki prowadzone są na najwyższym poziomie i wyczynia się na nich cuda, ale w tym uogólnieniu chodzi o dość smutną refleksję: większość uczniów spotka się właśnie z kiepską edukacją, w której panuje brak wiedzy o aktualnych trendach. Bo należy pamiętać, że Internet i to, co jest z nim związane, ewoluuje w ekspresowym tempie.

WI: Tak, teraz typowym narzędziem w pracy z młodzieżą powinien być snapchat. Tymczasem na poziomie twórców projektów snapchat wydaje się czymś innowacyjnym, a w życiu tych, którzy mają być odbiorcami tych działań, jest już czymś mocno oklepanym. Pozostajemy daleko w tyle za pokoleniem dzisiejszej młodzieży.

GC: Jasne, ale też dajmy sobie spokój z nadzieją, że kiedykolwiek będziemy w te klocki na równi z nimi. Nie o to chodzi, najważniejsze jest to, jak postrzegamy dzisiejszą młodzież i jaką relację z nią budujemy. W działaniach dotyczących Internetu powinniśmy ograniczyć nasz autorytet, bo kilkunastolatki, penetrując sieć od najmłodszych lat, wiedzą już o niej znacznie więcej niż my. To, co nam zajmuje kilka miesięcy, oni łapią w trymiga! Powinniśmy wejść z nimi w dialog i kooperować.

WI: Bardzo podobało mi się to, co zrobiliście z Lechem Dulianem podczas pracy warsztatowej z dzieciakami w ramach projektu Akademii Orange „Poszlaki”. Zajęcia miały dotyczyć bezpieczeństwa w sieci, a wy ani razu podczas warsztatów nie włączyliście komputera. Zaangażowaliście uczestników w szereg gier i zabaw na wolnym powietrzu, które miały im przybliżyć tematykę warsztatów.

GC: Zależało nam na tym, żeby wywrócić trochę kota ogonem, wyjść poza proste skojarzenia: Internet równa się komputer. Poza tym wzięliśmy pod uwagę motorykę dzieciaków i to, w jaki sposób lepiej przyswajają wiedzę – lepiej zapewnić im aktywność fizyczną z elementami zabawy i rywalizacji, niż po prostu posadzić przed komputerami, gdzie jedni skończą zadanie wcześniej, inni będą działać wolniej, ktoś zacznie w końcu grać w jakąś dostępną gierkę i zrobi się z tego bałagan. Przyznaję, że trochę eksperymentowaliśmy, nie wiedząc, które gry i zabawy rzeczywiście będą miały potencjał edukacyjny, ale mieliśmy szczęście i większość świetnie się sprawdziła, dając dzieciakom ogólny obraz tego, jak bezpiecznie poruszać się po Internecie.

WI: Wykorzystaliście coś, co jest cechą młodszego pokolenia: tendencję dzieciaków do budowania swojego świata w rodzaj patchworku. Dzieci potrafią łączyć ze sobą różne elementy, czasem nieoczywiste i dla nas dorosłych nieprzystawalne. Ta patchworkowość powoduje, że dzieciaki tak bardzo lubią grać w gry, bo w grze musisz połączyć ze sobą mnóstwo różnych elementów i wykorzystać je w rozmaitych konfiguracjach: myślisz, gdzie się poruszasz, kto jest twoim przeciwnikiem, jaki masz asortyment i jak z niego korzystać.

GC: Przede wszystkim stworzyliśmy taką sytuację, w której to dzieciaki były najważniejsze i mogły poczuć się bezpiecznie. Nawet rywalizacja w trakcie gier i zabaw była bezpieczna, bo nie hierarchizowała. Budowaliśmy razem z dziećmi, opierając się na wymianie: dziecięce spojrzenie i energia za naszą uwagę i wiedzę. Uczestniczyliśmy też we wszystkich grach i zabawach. To bardzo ważne, żeby nie stawiać się w pozycji kogoś obok, to buduje dystans. I najważniejsze – poczucie humoru! O tym zawsze należy pamiętać.

WI: Dziękuję za rozmowę!

fot. Wera Idzikowska